Berlin, Berlin…

Berlin wyszedł przez przypadek. Tzn. nie do końca. Po prostu po tym, gdy w drodze na Święta zrobiliśmy jednym ciągiem 1200km (z przerwami na jedzenie i jadąc dość przepisowo, wyszło jakieś 14 godzin ) i to też dlatego, że już bardzo, ale to bardzo chciałam już być z rodzinką a M. takie trasy nie robią, oznajmiłam, że na powrocie MUSI być przerwa z noclegiem. Bo tak. Bo mnie takie maratony już nie bawią. Ja poproszę jakiś komfort. Podróż to ma być też przyjemność, a nie maraton. Jeśli nie musi być, oczywiście, bo to różnie bywa, ale jednak jeśli jest wybór, to tak. Z komfortem poproszę.

W od razu padło na Berlin, bo to już tak bliżej Gdańska a mniej więcej w połowie drogi. W Berlinie bardzo chciałabym zobaczyć pandy w zoo i tamtejsze oceanarium. Wyszło tak, że nocowaliśmy w uroczej miejscowości pod Berlinem (właściwie do centrum samochodem było 20min) i w tym miejscu dopiszę tylko „dzięki J :*)

Rano pojechaliśmy do Berlina. Kawa w Maku zawsze na propsie. Oczywiście w między czasie zakupy też, bo kto by wyjeżdżał z Niemiec bez swojej ulubionej herbaty? Ja nie. Również w między czasie plany się pozmieniały, bo po pierwsze było zimno i dżdżysto, a po drugie właśnie był okres jakiś niemożliwych wyprzedaży i chociaż jestem minimalistką, bo tak się składa, że czasami czegoś potrzebuję. Wówczas szukam swojego ideału. A okazało się jeszcze, że wyjeżdżając zabrałam ze sobą klucze do domu brata. Klucze, które są im dość potrzebne. Więc hasło na Berlin z „zoo” zamieniło się na „poczta” i „kardigan” i spacer. A mieliśmy tylko kilka godzin. Powiem tylko, że wszystko się udało i wszyscy wyjechaliśmy z Berlina zadowoleni. Wszyscy dwoje.

Ale za to przyznam, że zakochałam się w Berlinie. Co jest osobliwe, już kiedyś byłam w tym mieście na targach IFA (one same były świetne i pokazały, że u nas jak zawsze nie ma ułamka tego, co najlepsze i co pojawia się na świecie w zakresie elektroniki i nowinek) i kompletnie ale to zupełnie mi się nie spodobał klimat miasta. Gdyby nie to zoo, do którego tym razem nie trafiłam, to bym nie chciała tu wracać. A tu proszę. Przyjazd tym razem i spacer samym kultowym centrum, ale też przejazd różnymi dzielnicami pokazało mi jedno: bardzo chcę tu wrócić. Kurcze, to miasto jest tak niesamowicie różnorodne, takie nie niemieckie (proszę tego źle nie rozumieć), bo multikulturowość jest w Niemczech praktycznie w bardzo wielu miastach (jak nie wszystkich), tylko Berlin ma do tego jeszcze taką artystyczną nutę i duszę i to bardzo.

Przyznam, że dziwnie mi było przy Brandenburger Tor, gdzie mieści się też ambasada amerykańska. Akurat trwały jakieś demonstracje. Było pełno policji, ludzi, dziwnych emocji mieszających się z turystami jak my. Policja ewidentnie przywykła do protestów. Można sobie było z nimi robić zdjęcia. Energia protestów i manifestacji jest dla mnie za ciężka, ale jeśli ludziom to dobrze robi, to dobrze. Tylko niech z tym nie łączą się wybuchy bomb i będzie OK. Gdyby nie obawa o jakiś zamach, pewnie pokręciłabym się tam dłużej, bo sama brama jest monstrualna i fantastyczna. Żadne zdjęcia tego nie oddają. Stwierdzam. Tak, wiem, że zdjęcia nie oddają wiele i to normalne, ale brama brandenburska jest niesamowita. Naprawdę. I bardzo mi się podoba, że na czele kwadrygi jest bogini zwycięstwa Viktoria. Przesłanie tego wszystkiego jest naprawdę piękne. Jak zwykle interpretacja zależy od czasów. Ale pokój i wolność zawsze na tak.

Po raz kolejny przekonałam się, że warto odwiedzić miejsca kultowe.

Niestety nie wystarczyło czasu na mur berliński i kilka innych miejsc, ale jestem przekonana, że Berlin to miasto, które długo można poznawać, pod każdym względem. Historia niesamowicie miesza się tu z nowoczesnością. Czuję kompletny niedosyt.

Wrzuciłam najpierw zdjęcia, żeby ew. zostawić opis, bo mam totalny słowotok, a zdjęcia są tu jednak kluczowe i mam nadzieję, że trochę chociaż oddają mój zachwyt chwilą.

Berlin jest magiczny. Cieszę się, że mogłam zmienić zdanie.

Zdjęcia: Berlin, 01.2020

3 uwagi do wpisu “Berlin, Berlin…

  1. Niestety nie wystarczyło czasu na mur berliński i kilka innych miejsc,

    Nie ma powodu do zmartwień. Naprawdę. Zburzony od nieomal 30 lat, to co pozostało to dwa małe fragmenty, z których jeden jest tzw murem wewnętrznym (raczej betonowy pokaźny kawałek płotu) pokrytym malunkami powstałymi na zlecenie miejscowego senatu parę lat po tym jak właściwy mur zniknął. A drugi, przy Bernauerstrasse, jest malutkim fragmencikiem przedłużonym szeregiem prętów w parku.
    Berlin niestety sam pozbył się swojej największej turystycznej atrakcji, ale turystom to w niczym nie przeszkadza i nadar przyjeżdżają w celu obejrzenia muru, którego nie ma.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Berlin jest niezwykły, to prawda. Byłam wiele razy i zawsze spotkałam przemiłych, pomocnych ludzi. Wystarczyło wyjąć mapę, szukając jakiejś miejscówki i zaraz znikąd pojawiał się zbłąkany przechodzień z pytaniem czy może pomóc 🙂
    W zoo trafiłam akurat na porę karmienia tygrysów, niesamowite wrażenia. Warto zasięgnąć informacji o jakiej porze tygryski dostają jeść i tego doświadczyć. Ryki i warki jakie wtedy wydają przeszywają całe ciało.
    Dzięki zdjęciom przeniosłam się na chwilę do własnych wspomnień, dziękuję.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.