Trudny charakter? Dajesz.

Tak, tak. Już śpieszę z nowym poleceniem. Dziś rzucając lotkami w telewizor trafiłam w „Gdzie jesteś Bernadette?”. Dobra obsada, a jeśli chodzi o Cate Blanchett to kocham chyba wszystko, gdzie gra.

Są takie filmy, które dotykają duszy na różne sposoby. Ten dotknął mnie szczególnie, chociaż pewnie nie to było zamiarem twórców. Otóż..

Czy masz może tzw. „trudny charakter”? Bo ja mam chyba wzorcowy. Ten taki model idealny, tak, na pytanie czy coś mnie wyróżnia spośród milionów, zdecydowanie mogę powiedzieć, że „trudny charakter”. Owszem, trochę nad tym pracuję, ale tylko trochę, ponieważ jest to bardzo silnie powiązane w ostatnim tekstem o wyborze, presji i oczekiwaniach innych. Film jest też o kobiecie z „trudnym charakterem”.

Fabuła? Krótko, bez spojlera: fenomenalna pani architekt, bardzo fajna i wrażliwa kobieta, żyje z rodziną na przedmieściach. Dla sąsiadów dziwaczka, dla zapracowanego męża trochę niewidoczna, ukochana przez córkę. Niby żyje, ale tak naprawdę przebiega między dziwnymi tematami niezwiązanymi z jej największą pasją czyli architekturą. Okazuje się, że wycofała się z zawodu po okrutnym przeżyciu związanym z paskudną utratą wspaniałego „dziecka”, czyli domu, który był bardzo szczególny. Żyjąc na przedmieściach jest doskonale niepasująca do tego świata i zdaje się, że może być tylko gorzej. Co się musi wydarzyć, żeby to się zmieniło i jak bardzo pozory mogą mylić?

A jak się już poddasz, to pomyśl, czy na pewno tego chcesz i jeśli jednak nie, to działaj.

Polecam film. Naprawdę. 7,5/10.

To tak szalenie ważne mieć obok ludzi, którzy nas rozumieją. Bez słów. A nawet jeśli nie rozumieją czasami, to akceptują i nie zmuszają do dostosowania się do ich wyobrażenia o nas.

Mam przyjaciółkę, która mówi, że lubi się ze mną spotkać i pogadać, bo ja jej nie krytykuję i nie krytykuję tego, co robi. No ale jak miałabym to robić? Jakim prawem? Czemu? Bo co? Dlaczego z taką łatwością dajemy sobie prawo do wartościowania cudzego życia i decyzji?

Dlaczego kocham wręcz moją terapeutkę (przesyłam w myślach uściski, bo dawno się już nie widziałyśmy): ona mnie nigdy nie skrytykowała. Wylewając u niej z siebie masę rzeczy, które uważałam za „swoje potworne grzechy i przewinienia” z całego życia (swoją drogą byłam mistrzynią czucia się winną za WSZYSTKO), ona mnie nigdy nie skrytykowała, ale to też tak naprawdę ona pomogła mi nauczyć się kochać, bo prawda jest taka, że ja przez wiele lat życia nie umiałam kochać (a nazwanie tego było cholernie nieprzyjemne), niby byłam wiele razy zakochana, wiele razy kochałam, wydawało mi się, że kocham bliskich, nie mówiąc o mężu, a to były tylko moje imaginacje, bo… ja tak naprawdę nie kochałam też siebie. Ba, siebie to ja nie znosiłam i byłam swoim największym krytykiem, Jesssu, jaka ja byłam dla siebie okrutna, każda myśl o sobie kończyła się awanturą w głowie. Dlatego też ludzie nie rozumieli mojej miłości i jej okazywania. Dziś kocham siebie i innych kocham zupełnie inaczej. Koło zaczęło toczyć się zupełnie inaczej.. Wolność wyboru zaczęła być hasłem przewodnim.

Takiej empatii, jak u mojej terapeutki nie spotkałam nigdy u nikogo. Naprawdę terapia uratowała mnie na wielu levelach (chociaż terapeutka ciągle powtarzała, że mam dziękować sobie za włożoną pracę a nie jej).

Dygresja: Ktoś kiedyś skrytykował mnie na którymś blogu, że piszę „ciągle” o sobie. Hm. Wtedy zrobiło mi się przykro, potem wkurzyłam się, bo to mój blog, bla, bla, bla. Wiem jednak, że to akurat robiłam i robię OK, bo jeśli chociaż jedna przelana myśl, jedna refleksja czy zdanie do kogoś trafia, daje chociaż mikrosekundę dobrych emocji, albo nawet wewnętrzny uśmiech, mikromoment lustra duszy, albo jakaś notka na którykolwiek z tematów się komuś do czegokolwiek przyda, to dla mnie bomba. Pewnie, że nie muszę pisać bloga, ale kocham to, to jedna z moich pasji, których mam za dużo i nie mam na nie wszystkie czasu, ale pamiętam doskonale czasy, gdy pisałam codziennie mim’a czy slowlife i każdy pozytywny feedback cieszył mnie jak prezent pod choinką. Bloguję od chyba 2003 roku… Tworzyłam polską blogosferę na bloxie, mój blog był w top 3, ludzie w pracy zaczepiali o kolejne notki, niektórzy chcieli, żebym o nich wspominała, czy dialogi z nimi zapisywała, czasami obcy rozpoznawali mnie na ulicy, albo dziękowali za budujące wypowiedzi w wywiadach, aż po bycie bohaterką pracy doktoranckiej o slowlife włącznie. Bardzo miło, ale mnie to jednak bardzo krępowało a nawet ta mikropopularność była dla mnie zbyt pesząca (zawodowo to mogę rozmawiać, udzielać wywiadów godzinami i opowiadać przed ludźmi, ale to jakby moja „rola”, w którą z łatwością wchodzę i to jednak zupełnie coś innego, chociaż to w sumie też dziwne, że jak „prywatnie”, to się krępuję i nie chcę, a „zawodowo” spoko i chętnie), ale blogowanie jest magią, z której się nie rezygnuje, gdy się złapało bakcyla. Wiedzą to najstarsi blogerzy (których kilku znajomych w tym miejscu pozdrawiam i ślę buziaki, bo to były szalone czasy, bez wnikania w detale). Ale odpłynęłam z wątkiem.. Rany 🙂

Pasja nie umiera nigdy. Nawet jak się zestarzeje, ale dostanie odpowiedniego zastrzyku motywacji, to potrafi odpalić człowieka na nowo. I na nowo. I tak do końca. I tak powinno być. Bez względu na to, jak odbierają ją inni, a czasami trzeba jej bronić jak lwica młodych, a czasami odbierana jest z uznaniem. Ludzkie oceny na pstrych koniach jeżdżą. I niech sobie jeżdżą, tylko obok, bez tratowania, bo pasja jest dialogiem duszy z nami samymi.

Czy tak naprawdę jest coś takiego jak „trudny charakter”? Wg mnie tak na poważnie to „nie”. Na pewno, gdy ma się w ogóle wyrazisty charakter, to bywa od różnie odbierany i to czasami skrajnie. No i w porządku. Ale myślę, że trudny charakter oznacza tylko, że inni sobie z nim nie umieją poradzić. Mają do tego prawo. A jak poznaję kogoś, kto widzę, że ma „trudny charakter”, to lubię patrzeć co robi w życiu, bo na pewno jest to niebanalne. Więc cóż. Wnioski wyciągnij sobie samodzielnie 😉 I może jednak warto mieć ten „trudny charakter”, ale nie bać się żyć, bo „dobrych ludzi jest więcej” i „żyje się raz”? 😉

Serdecznie,

Marzena

Zdjęcie: ten kadry mnie zaintrygował, dlatego film został obejrzany ;-)

ReżyseriaRichard Linklater
ObsadaCate BlanchettBilly CrudupEmma NelsonKristen WiigPatrick SebesLaurence Fishburne

https://hbogo.pl/filmy/gdzie-jestes-bernadette

11 uwag do wpisu “Trudny charakter? Dajesz.

  1. Jak zwykle- zaskakująco trafna konkluzja.
    „Trudny charakter” to często też ktoś, kto przekracza pewne granice stereotypu, schematu i banału. Bez tego jednak nie ma rozwoju.
    Z przyjemnością się czyta bloga, którego autor ma coś do powiedzenia.

    Polubienie

  2. Trudny charakter? Ma chyba zbyt szeroką definicję. Poza osobami asertywnymi, których nie ma za wiele, spotykamy w życiu najczęściej szeroką paletę osób z deficytami, a to nie to samo. I w zasadzie od tego, czego potrzebujemy w życiu, zależeć będzie nasza ich ocena. Znam osoby, które nie uznają związku w których nie ma kłótni – wyrastały wśród żarcia się i żarcie się ma być. Mnie z kolei obłaskawianie takiego deficytu w ogóle nie satysfakcjonuje, dom rodzinny nie wyposażył mnie w przekonanie, że po obłaskawieniu kłótnika zasłużyłam na medal i w nagrodę mogę się ożreć ciasteczkami. Więc … nie wiem czy warto, czy nie warto. Warto być szczęśliwym, bo kolejnej okazji nie będzie.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. No jasna sprawa 🙂
      Dlatego kwestia doboru i akceptacji jest kluczowa.. Jak się ludzie nie dobiorą, to się okazuje nagle, że dwa szatany. Serio, znam człowieka, który bił swoją pierwszą żonę, po rozwodzie, w drugim małżeństwie jest do tej kobiety aniołem i głosu przy niej nawet nie podnosi.
      To jednak faktycznie czasami strasznie trudne powiedzieć w porę „nie pasujemy do siebie, rozstańmy się w pokoju i dajmy sobie szansę na szczęście. Z kimś innym”.

      Polubienie

      1. Ba, mój mąż zanim związał się ze mną, rozstał się z całkiem fajnie wyglądającą dziewczyną, która, gdy tylko rozmościła się w związku, zaczęła się go czepiać o wszystko. Była zaskoczona, gdy z nią zerwał. Uważała, że tak się właśnie żyje w rodzinie. Z pewnością jest też nadal zadowolona ze swojego charakteru, i uważa, że wszyscy inni to idioci, którzy nie dorośli. Takie sprawy podlegają bardzo subiektywnym ocenom 😊

        Polubienie

        1. No i całkiem możliwe, że znajdzie faceta, który będzie się z nią w tym zgadzał i będzie się spełniał w narzekaniu na czepiającą się kobietę, bo takich też nie brakuje 🙂 A może się zastanowi, czemu się tak czepia i jednak popracuje nad sobą.. Życzmy jej wszystkiego dobrego 😉
          Naprawdę wszystko jest względne… Człowiek się zmienia, jeśli chce, a jak nie chce, to twierdzi, że człowiek się nie zmienia. Ważne, że raczej mamy wybór i to dość nieskończony.

          Polubione przez 1 osoba

  3. Z tą krytyką bywa różnie. Myślę, że każdy by chciał, aby jego dzieło skrytykowała np. Olga Tokarczuk, albo Albert Einstein. Jednak krytyka ze strony osób o mniejszym „rankingu” jest już relatywizowana. Ot. takie: „Co wolno wojewodzie …”

    Polubienie

      1. Faktycznie masz trudny charakter, bo od razu wyczuwasz chęć do polemizowania. 😉 Jest jednak trochę racji w tym, że raczej zniesiemy krytykę od osób „stojących wyżej na drabinie społecznej”, ale zżymamy się, gdy robi to koleżanka z pracy, albo przyjaciółka.

        Polubione przez 1 osoba

        1. Aaa, o to. Hm, dobra, rozumiem 😀 PS. noo patrz, a ja myślałam, że to wynika z faktu, że krytyka bliskich bardziej „boli” 😉

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.