Rozmowy, milczenie i drogi różne

Mam delikatną potrzebę napisania tej notki, bo..

Zacznę z innej strony.

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. (…) Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1,1-5.9-12).

Domyślam się, że religie interpretują to po swojemu. Ale ja to ja. Ja te słowa czuję zupełnie inaczej. W duszy. Niosą mocną prawdę.

Zapewne słyszeliście o ludziach wychowywanych przez zwierzęta. Ostatnimi laty już chyba się to nie zdarza, ale kiedyś bywało, że znajdowano dzieci wychowujące się wśród małp, czy wilków. Faktem jest też, że człowieka można nauczyć mówić tylko do ok. 6tego roku życia. Później jest to niemożliwe. A czy ktoś, kto nie mówi, nie zna słów, języka żadnego myśli? Jak one wyglądają? Jak u zwierząt? Jak myślą zwierzęta? Czym? Jakim wyrazem? Czym jesteśmy bez słów?

Czasami irytuję męża reagując na coś „to tylko słowa”. No ale tak jest (chociaż ja się z reguły tym zwrotem droczę). Czasami słowa, to tylko słowa, a milczenie wyraża więcej niż tomy ksiąg, czy godziny rozmów. On też to wie, większość z nas ma tego świadomość. Większość z nas ma świadomość wagi i bez-wartości słów. Niesamowite to jest, jak to wszystko zależy…

Pandemia mnie zatrzymała. Jesień i wiosna były przedtem porami wielu wydarzeń i wyjazdów. Nie było prawie tygodnia bez wyjazdu, wyjścia czy spotkania, albo wszystkiego razem. Od wielu lat. Kochałam to. Kochałam jeść śniadanie w jednym miejscu, obiad w innym mieście a kolację w innym państwie. Aż dreszczyk tęsknoty przeszedł. Narzekam trochę. Wiem.

Pandemia mi to zabrała. Już wiosną. Teraz jesień też taka będzie spokojna i zima. Nie chcę podróżować z maseczką na twarzy w samolocie. Nie ma targów. Nie ma nocy w hotelach. Nie ma spotkań z klientami. Wszystko stało się wirtualne. Też dobrze, ale.. Ja kocham kontakt z ludźmi, jednak rozmowa osobista to rozmowa osobista. Jestem starej daty. Chociaż wcześniej telekonferencje między kilkoma miastami i państwami nie były aż tak oczywiste. Wszyscy szukają kontaktu. Choćby tak. Podoba mi się to. Może zostać. Ale jako uzupełnienie, a nie wyłączne rozwiązanie. A szybko się to nie zmieni.

Mam nowe życie. Uczę się go na nowo. Nowe Tempo. Nowy rytm. Łapię go powoli. Gubię się. Uczę się żyć na nowo. Naprawdę. Elastyczność. Nie jest lekko, bo tęsknota za normalnością trzyma momentami mocno. Kocham wolność a mam teraz jej namiastkę. Mały płomyk w sercu. Ogień przygasł. Czeka? No mam nadzieję. Ja z nim.

Przed jesienną nostalgią chronią endorfiny z tańca (bogowie, jak dobrze, że to mam nadal I znowu), ale przed chwilami melancholii nawet nie uciekam. Jesień jest dobra. No i każde jedno spotkanie cieszy teraz setki razy bardziej.

Słowa. Bez nich byłoby… Nieludzko. Słowa wiele niszczą i zabijają, ale też wiele ożywiają, rozogniają, rozniecają bardziej niż ogień. Nie mam zielonego pojęcia, jak to się dzieje, że tak ważne jest, kiedy i jak do nas docierają i tak dziwnie zmienne, jak na nie reagujemy. Jakby same w sobie żyły swoim życiem. Pewnie jakaś dziedzina nauki się tym zajmuje, ale chyba nie chcę aż tak dokładnie wiedzieć. Nie wszystko powinno rozkładać się na czynniki pierwsze. To czasami zabija magię. Zostawmy sobie niewiadome czasami. Nie trzeba zawsze wiedzieć „jak to działa?”

Jesteśmy słowami. My, ludzie. Jesteśmy słowami. I milczeniem. Milczenie też jest słowami naszych myśli. Człowiek to słowa. Wszystkie języki świata. Milczeć razem, to też rozmowa. To co innego niż np. nie mówienie w miejscu publicznym. Tam po prostu nie rozmawiamy z innymi. Milczenie tłumu też z resztą miewa siłę wymowy. Kurcze. Słowa i milczenie. Niewiele jest pomiędzy.

Pandemia tak szybko nie minie. Ktoś mi to powiedział jeszcze w lutym, jak się temat zaczynał kroić. Ktoś mi powiedział, że to wszystko potrwa ze 2 lata. Dodałam, że jeśli tak, to nigdy nie wróci świat, jakim go znaliśmy jeszcze w styczniu 2020.

Jak można zapomnieć z kim się wymieniło tak ważne słowa?

Pamiętam świat bez smartfonów, smart telewizorów, videokonferencji, komputerów, tabletów, mnóstwa zmian kolekcji mody w ciągu roku, operacji plastycznych, strachu przed chorobami, świat bliskości bez obaw, całowania kobiet w rękę, uściśnięcia na powitanie, podania ręki, picia z jednej szklanki…

Pamiętam świat przed tak wieloma zmianami, pamiętam świat przed pandemią.

Kilka miesięcy w życiu człowieka może zmienić wiele, ba, ułamki sekund to potrafią, a co dopiero miesiące. To nie są tylko delikatne ślady. To zmienia już zbyt wiele, żeby wrócić. To nie jest ani dobre, ani złe. To jest inne. Jednak nieznane. Dla wielu z nas, bo jednak masa ludzi przechodzi przez te zmiany dość obojętnie. To nie jest ani dobre, ani złe. To jest inne. Życie robi miejsce na to. OK. Pokornie przyjmuję.

Zobaczmy dalej. Wszyscy w tym jesteśmy…

Gotowi?

Nie ma wyjścia.

No a zaraz za tym tekstem pojawić się może tylko notka o docenianiu życia. Ale po kolei. Wszystko w swoim czasie 😉🙂

PS. Na razie bez zdjęć. Wybaczcie.

2 uwagi do wpisu “Rozmowy, milczenie i drogi różne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.