Gdy jest trudno, to… Pokaż charakter.

Nie wiem na ile ludzie rozumieją, że życie to jest taka gra, jaką sobie wybierzemy. Wszechświat daje nam bezmiar scenariuszy i reguł, którymi możemy żonglować i budować tzw. nasze życie. Na początek dostajemy pakiet startowy jakichś cech dziedziczonych, wartości wpojonych przez środowisko i coś, to ja nazywam SOBĄ. To jest to miejsce, gdy przy naszym zachowaniu ktoś reaguje „po kim ty to masz?” i nikt nie zna odpowiedzi. Wow. Magic. Człowiek jest samoistną istotą. My nie jesteśmy androidami zaprojektowanymi i przewidywalnymi. Tzn. niektórzy z nas są, OK, OK. Ale jednak sporo ludzi ma i rozwija świadomość. Można, nie trzeba. Można przejść przez życie jak maszyna i też fajnie (chyba).

Pandemia, ale ogólnie kryzysy wg mnie pokazują prawdziwą naturę człowieka. Nie znamy się, dopóki się nie spotkamy w kryzysowej sytuacji.

Mam takiego swojego ulubieńca (Pan starszy ode mnie z 15 lat a relacja jest zawodowa i symbioza między nami jest ważna), do którego czasami mówię „tak bardzo Pana lubię, ale czasami tak cholernie mnie Pan wkurza”. I tak jest. I wiem, że z wzajemnością. Szanujemy się. Mimo różnicy wieku z wielką przyjemnością wbijamy sobie czasami lekkie szpilki (na moje „tak myślałam”, odpowiada „niemożliwe”, albo odpisuje na mojego wyjątkowo nagle przesyconego grzecznościowymi zwrotami maila „podpisano: wilk w owczej skórze”). No tak mamy i strasznie to lubię. Nie, nie z każdym tak mam i to działa. Wiadomo, źle ulokowany żart szybciej wkurwi niż rozbawi adresata, też tak mam. No ja jestem jak mina przeciwpiechotna w tym względzie. Tylko dla najlepszych. No ale dobra. To działa w chwilach, gdy jak te kozły zderzamy się głowami i plączą się nam rogi w pojedynku na racje. Nikt nie wygrywa i w takich chwilach z reguły to ja potem szukam trzeciego wyjścia (nie, żadnego kompromisu, nie lubię tego słowa).

Sama mam dużo z z natury kota. Jak chcę, to jestem najbardziej przymilną kobietą świata, jak nie mam ochoty, to drapię, jak chcę, to się pobawię, jak nie, to się schowam i nikt mnie nie znajdzie i doskonale czuję się sama ze sobą, ale też lubię bywać z ludźmi, no i jak koty, jestem strasznie ciekawa świata i ludzi, ale raczej jako obserwator, symbioza współistnienia. Z mało kim naprawdę dążę do zbliżeń (bez dwuznaczności proszę). Ja chyba byłam kotem w poprzednim wcieleniu. Serio. Nie, nie wierzę jakoś w reinkarnację (właściwie nie wierzę w żadną teorię odnośnie życia po śmierci, czy między życiami itd. i mnie to nie zajmuje, jak nie moja działka. Nie po to jestem i żyję, żeby rozkminiać, co będzie potem. Bez sensu. To jak wyjechać w podróż i zamiast być tu i teraz, to jednocześnie planować remont w domu, którego się nawet nie ma i nie wiadomo, jak on wygląda). Na dziś jestem człowiekiem i kobietą. Idealnie, bo nie będzie inaczej. Ba, jestem nowoczesna, wyzwolona, żyję po swojemu. Ze wszystkiego, co oferuje świat wybieram to, co mi pasuje, czego się też musiałam nauczyć. Owszem, to wszystko się zmienia. Nauczyłam się taką być.

Ostatnie dni dały mi kilka powodów do zmierzenia się z sytuacjami, które mi nie pasowały i to bardzo. Pomijam, że jako wysokowrażliwiec zawsze w takich chwilach zaliczam rozbicie wewnętrzne, zawiechę i muszę się pozbierać, jak po zderzeniu z pociągiem. Spoko, spoko. Ogarniam. Najważniejsze: nie pozwalać na eskalację. Jak mam do czynienia z rozmową, sytuacją, która mi nie odpowiada, to przerywam ją i wychodzę. Idę się odciąć, uspokoić, przespać z tematem, potańczyć, różnie. Złapać dystans. Mówię tu o sytuacjach, które muszą być zakończone. Do których muszę wrócić. Broń Bogini, nie rozkminiam tego w nieskończoność w głowie. To trzeba naprawdę odłożyć.

Ważne i najtrudniejsze: cholernie istotne jest rozumieć i naprawdę akceptować to, że ktoś ma inne zdanie i zupełnie z innej (swojej) perspektywy ocenia sytuację i rzeczywistość. To naprawdę jest podstawa, żeby dalsze, czy jakiekolwiek działania miały sens. To ten najtrudniejszy moment w kryzysach czy konfliktach. Znajdowanie rozwiązania, które jest skuteczne, albo wiedzieć, kiedy odpuścić, to naprawdę sztuka sama w sobie. Dlaczego? Bo w głębokich emocjach gubi się cel, odpowiedź na najważniejsze pytania „ale o co chodzi? Po co to robię? O co walczę? Do czego zmierzam?”. Jak te pytania się pogubią, to się robi pierdolnik.

A już w ogóle najgorzej: unikanie trudnych rozmów i tematów tylko ze strachu, albo dlatego… że są trudne i udawanie, że wszystko jest OK. Przepis na Dramat. Nie stosuję w ważnych sprawach. Zdarza się, że się nie mogę zebrać i zostawiam, ale tu ważna też jest intuicja. Taki szybki poradnik na obecne, lekko popieprzone czasy, czyli jak ja to robię:

1. Nie daję się prowokować. To ja decyduję, kto i kiedy wpływa na mój nastrój. Robi to ze mnie czasami pozornie zimną i bezwzględną. No cóż. Obecny czas wyzwolił we mnie dużo empatii. Mam dużo współczucia dla tego, że ludziom odwala, ale nie poddam się temu. Cóż. To trochę Sparta.

2. Generalnie chcę dobrze i nie mam intencji krzywdzić, ale moje dobro jest dla mnie najważniejsze. Nie da się być lubianym przez wszystkich, nie da się nikomu nie sprawić przykrości. Ludzie mają różne rzeczy w głowach, ja też i czasami trzeba wiedzieć, kiedy postawić na swoim, kiedy odpuścić, a odpuszczać w rzeczach mało ważnych, czyli 99% spraw. Serio. Szkoda energii na bzdury i gównoburze.

3. Nie zostawiam spraw niezałatwionych, albo daję im czas. Jeśli są wg mnie ważne. Nieważne porzucam. Tak. Bez względu na cudze zdanie. Nie boję się załatwiania spraw. Tu jestem nieugięta. Przestałam w życiu uciekać. Najwyżej coś dłużej potrwa, ale jak coś ma być załatwione, to będzie. Jak nie jest, to znaczy, że nie było jednak ważne.

Kurcze. Najgorzej co ludzie robią, to szufladkowanie. Jakoś trudno niektórym zrozumieć, że nie ma dwóch takich samych osób, uczuć, emocji, sytuacji, okoliczności, relacji, firm, organizacji, społeczności itd. Diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Mózg ludzki ma tendencję do upraszczania. To ma dwie strony, jak wszystko (jak nie trzy ;). Lepiej założyć, że zgodnie z prawdą, znamy się tylko na tyle, na ile się poznaliśmy. To doskonały przepis na święty spokój. We wszystkim innym można spokojnie założyć, że się po prostu nie wie. A ufam temu, co wiem. Czego nie znam, tego nie znam. Proste. Ani ufam, ani nie ufam. Może nigdy bliżej nie poznam, więc nawet się nie zastanawiam. Niektóre procesy myślowe można idealnie prowadzić.

Życie jest żywym procesem, jak sama nazwa wskazuje. Jak woda, która ciągle zmienia postać. No a krew, nie woda i ma do tego swoją temperaturę, którą trzeba uwzględnić. To wystarczy przyjąć do świadomości.

No i jeszcze takie szybkie pytanie, bo to pewnie coś, co trapi w różny sposób wielu z nas: Co zrobić, gdy bardzo czegoś chcemy, a nie wychodzi? Nie można? No nie będzie tak? Nie będzie tak jak chcemy, jak byśmy bardzo nie chcieli, bo po prostu nie?

To najtrudniejsze chwile. Wiesz, jak to jest. Każdy z nas wie, bo wszyscy mamy takie obszary. Orła z wilka nie zrobisz., okoliczności siłą nie zmienisz.

No?

No co zrobić w takich sytuacjach? Gdy aż pali czasami, bo bardzo się chce?

No to są momenty, w których żadne dobre rady nie skutkują, bo jak będziesz to hamować, to działa jak dolewanie oliwy do ognia, jak będziesz to wyciszać, to będzie drapać w każdą komórkę ciała, przypominając, że jednak jest.

No cóż. To powiem, co pomaga mi osobiście. Od kiedy pamiętam: negocjuję z takimi chwilami czy pragnieniami, bo one są jak ja: nic na siłę.

I mówię „Dobra, ja wiem, czuję to. Czuję cię, potrzebo cholerna, a w sumie dobrze, że Cię mam, bo wiem, że żyję, że mam jakieś pragnienia i emocje i przez nie nigdy nie jestem sama. Ale umówmy się, że teraz daj mi żyć spokojniej, a jak się pojawi możliwość spełnienia tego, to się spełni. Jeśli nie, to znaczy, że tak jest lepiej dla mnie. Zaakceptuję to”.

Działa. Wychodzi bardzo różnie i w różnym czasie, ale działa. Dobrze mi z tym z perspektywy wielu lat. Skutecznie.

Są tematy, przy których muszę sobie o tym przypominać, że mam taki układ z sobą, bo bez tego.. za łatwo wpada się w fiksację na czymś. A to już jest mi najmniej potrzebne, chociaż zdarza się, nie na długo i nie za bardzo pozwalam jednak temu rozkwitać, bo to zawsze mnie niszczyło. Za bardzo nauczyłam się samą siebie kochać, żeby na to pozwalać.

W tych czasach potrzeba najwięcej, najwięcej jak się da: ŁAGODNOŚCI.


I tego nam wszystkim życzę.

Dobrego weekendu.

Marzena

Fota: No tak. Cała ja. 2020

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.