Ex.

Przed rocznicą ślubu miewam chwilę zadumy. Cieszę się oczywiście, że kolejny rok razem, ale w tych dniach robię też małe resume. Mnie to jednak co roku bierze za serducho i duszę i muszę.

Dość ważnym punktem, przynajmniej od kiedy to zobaczyłam, jest wdzięczność wszystkim byłym i niedoszłym. Naprawdę.

Myślę o tych wszystkich ludziach z sentymentem i wdzięcznością, za to że „byli” w moim życiu z naciskiem na „byli”.

Pomimo mody na przyjaźń między „byłymi” nie było to możliwe u mnie. Może ta moda jest za młoda. Może to kwestia tego, że nas nic nie łączyło po rozstaniach. Właściwie faceci moich czasów raczej mieli podejście „jeśli nie będziemy razem, to koniec wszystkiego”. No i ok. Mój sentyment wynika raczej z faktu, że po tylu latach wiem, że dzięki tamtym związkom czy relacjom uczyłam się siebie. To było jak wizyta u optyka. Ustawianie ostrości.

Uczyłam się życia. Siebie.

Tak, wiem, że sporo ludzi trafia na tego jednego za pierwszym razem i we wcześniej młodości. Zdecydowanie nie jestem w tej grupie. Nie wiem, czy to dobrze czy źle, bo nigdy nie sprawdzę. Moje życie potoczyło się tak a nie inaczej, chociaż jako wczesna nastolatka myślałam, że spotkam tę swoją drugą połówkę i będziemy żyli długo i szczęśliwie w małym białym domku, z gromadką dzieci i wielkim psem. Koło 20tki okazało się, że bez żadnych takich.

Ilości prawdziwych miłości nie podam. Bo już nie pamiętam. Byłam koszmarną romantyczką. Poziomem naiwności mogłabym zalać Saharę. Lekcje, jedna po drugiej bolały. Rozczarowanie zawsze boli. Można się tylko uczyć nie mieć oczekiwań wobec innych, wówczas nie ma rozczarowań, ale to przyszło później.

Życie nauczyło mnie, że czasami miłość to za mało. Nauczyło mnie też, że nie wystarczy, gdy tylko jedna strona kocha. Miłość wcale nie przychodzi z czasem. No nie u mnie. To, że ktoś bardzo mnie kochał to nie było wystarczające. Przepraszam, że to sprawdzałam. To nie egoizm. U niektórych to przecież działa…

To, że ktoś szybko rozpoznawał mój charakter i się wycofywał też uważam za cudowne. Nie wierzę w docieranie się, gdy nie pasują najważniejsze wibracje.

Dzięki byłym związkom poznawałam granice. Siebie. Uczyłam się, jak chcę, bądź nie chcę czuć się w związku. To było bardzo ważne i wyczerpujące. Nie wiem, dlaczego to. Dlaczego nie bardziej ludzkie i przyziemne cele, które się da np. zaspokoić kasą.

Każdy związek, który nie miał przyszłości okazał się bardzo ważną lekcją. Bolesną, ale ważną.

Oczywiście najważniejsze nie nakładać kalki. To wiedziałam zawsze. Nie ma dwóch takich samych osób. Wnioski z jednego związku ogólnie nie miały nic do rzeczy przy następnym. One mi mówiły najwięcej o mnie samej.

Z wielką łatwością się zakochiwałam…i odkochiwałam. Przez to popełniłam błędy w wysyłanych sygnałach. To była też ważna lekcja. Nadal się zachwycam, ale to ma zupełnie inny wydźwięk. Dojrzałość…

„Byli” I czasami „niedoszli” nauczyli mnie też tego, co najlepsze. Gust muzyczny, literatura, nauka, filozofia, biznes, miejsca, smaki, przeżycia, emocje, różne światy… miałam świetnych nauczycieli. Tak. To byłym zawdzięczam wiele inspiracji i ścieżek.

Może dlatego lubię tak patrzeć na tamte związki i relacje? Dawaliśmy sobie coś. Tylko trzeba to widzieć.

Uśmiecha mnie wspomnienie tych, którzy mówili, że jestem dla nich zbyt nieprzewidywalna, za dużo myślę, za dużo w życiu chcę I nie tak i nie dobrze, że nie chcę tego co oni I wzajemnie. Takie opinie oczywiście były dla mnie sygnałem, że nic z tego nie będzie. Związek, człowieczek w nim, nie miał być dla mnie zbyt. Albo za mało. Ani ja ani on.

Potrzebowałam kogoś, kto nie ma wizji związku, a tego, jak się w nim czuje. Jak ja.

M. pojawił się, gdy się kompletnie poddałam. Gdy myślałam, że będę starą panną z kotem, bo w każdym związku się męczę, albo męczę kogoś. Wybrałam wolność. Tak szczerze.

Wtedy pojawił się M.

Gdyby pojawił się wcześniej, to byśmy kompletnie nie byli na siebie gotowi. Gdyby pojawił się później, nic by się nie stało.

Ale dopiero wtedy.

Dlatego jeśli się nie klei, jeśli się coś wypala, jeśli przestaje grać Cza Cza, jak to mówią dziś młodzi, jak między ludźmi przestaje płynąć Flow, to tylko znak, że kończy się jakiś etap.

A od tylu lat każdy kolejny rok jest dla mnie zaskoczeniem. Bo ja 18 lat temu wybrałam wolność, a mam ją w związku.

Dlatego dziękuję wszystkim byłym i niedoszłym. Bez wspólnych przeżyć, sryliarda rozmów I chwil w takich czy innych emocjach nie doszłabym do tego miejsca ani kiedyś, ani teraz.

Nie miałabym odpowiedniej ostrości.

I mam nadzieję, że każda z tych osób ma takie podejście do mnie. Nawet jeśli dałam popalić. Nawet jeśli było różnie. Nawet jeśli nie było wcale.

Szczególny uśmiech dla „jedno spojrzenie w oczy”. Magia niewydarzonego. Taki mały dopalacz od życia.

Wieczorowo

Marzena

Zdjęcie: spacer pod Częstochową. Pięknie tam jest, 10.2020

PS.

– M. dlaczego czasami obcy ludzie wydają się nam tak strasznie intrygujący? – zapytałam ostatnio. Na co rzucił – bo ich dobrze nie znamy.

Co za facet.

Wszystko płynie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.